Autor: Na-kole.com

  • Final Four Pucharu Polski 2025 – Zapowiedź półfinałów

    Kalisz znowu stolicą szczypiorniaka! Już w ten weekend (12-13 kwietnia 2025) hala Kalisz Arena rozgrzeje się do czerwoności, goszcząc Final Four ORLEN Pucharu Polski w piłce ręcznej mężczyzn. Cztery drużyny – Orlen Wisła Płock, Industria Kielce, Azoty Puławy i Handball Stal Mielec – stają do walki o prestiżowe trofeum. Dla kibica i byłego zawodnika takiego jak ja, to prawdziwe święto: dwaj giganci polskiego szczypiorniaka, odwieczni rywale z Płocka i Kielc, kontra dwaj ambitni outsiderzy marzący o sprawieniu niespodzianki. Wszystko to w Kaliszu – mieście, gdzie ponad sto lat temu narodził się polski szczypiorniak. Czuć historię w powietrzu! Atmosfera zapowiada się niesamowicie: fani szykują bębny i gardła, by głośno wspierać swoich ulubieńców. Emocje gwarantowane, a ja już przebieram nogami z niecierpliwości na myśl o tych meczach.

    Półfinał 1: Handball Stal Mielec vs Industria Kielce (sobota, 15:30)

    Pierwszy półfinał to pojedynek Dawida z Goliatem – pewna już zwycięstwa w Lidze Centralnej Stal Mielec kontra wicemistrz Polski – Industria Kielce. Sam fakt, że mielczanie znaleźli się w turnieju finałowym, jest ogromną sensacją. Stal to jedyny reprezentant zaplecza Superligi, który przebojem wdarł się do najlepszej czwórki, sensacyjnie eliminując po drodze zespoły KGHM Chrobrego Głogów czy Energi MMTS Kwidzyn​

    Awans do Final Four to dla nich nawiązanie do najlepszych lat – Stal triumfowała przecież w Pucharze Polski dawno temu, bo w 1971 roku​

    Tegoroczna Stal to mieszanka młodości i doświadczenia: w lidze centralnej dominują (są liderem rozgrywek), a trener Robert Lis tchnął w zespół wiarę, że marzenia się spełniają. Jako były zawodnik wiem, jak potężna potrafi być drużyna, która nie ma nic do stracenia – a Stal zagra na pełnym luzie i ambicji.

    Z drugiej strony boiska stanie jednak prawdziwy kolos – Industria Kielce, naszpikowana gwiazdami ekipa przyzwyczajona do walki o najwyższe cele w Polsce i Europie. Kielczanie są zdecydowanym faworytem tego meczu​

    Kielce przystępują do turnieju podrażnione i głodne sukcesu – niedawno odpadli z Ligi Mistrzów po zaciętych bojach z Füchse Berlin​, a co więcej, aż trzy ostatnie finały Pucharu Polski przegrali z odwiecznym rywalem z Płocka​. Teraz chcą za wszelką cenę przerwać tę serię pecha. Pamiętajmy, że w latach 2009-2021 kielczanie wygrywali krajowy puchar 12 razy z rzędu. Teraz marzą o powrocie na tron i znów czują głód zwycięstw. W ich szatni aż kipi od motywacji, bo dla tak utytułowanej drużyny każde drugie miejsce to porażka. Trener Tałant Dujszebajew z pewnością uczula swoich zawodników, by nie zlekceważyli ambitnego rywala. Jednym z największych problemów kielczan w tym sezonie są kontuzje. Przez sporą część sezonu pauzował Szymon Sićko (rehabilitacja po ciężkiej kontuzji kolana), a Igor Karacić zmagał się z urazami stopy. Na F4 do składu wraca Arek Moryto oraz Klemen Ferlin – jednak z powodu urazów do nieobecnych dołączą Alex Dujszebajew oraz Miłosz Wałach.

    Atmosfera na trybunach zapowiada się wyjątkowo. Spodziewam się, że neutralni kibice z Kalisza i okolic będą dopingować waleczną Stal, bo któż nie lubi underdoga? 😉 Nie powinno również zabraknąć kibiców z Mielca, którzy potrafią gorąco dopingować swój zespół co niejednokrotnie pokazali choćby w bieżącym sezonie. Jednak fani z Kielc również nie powinni zawieść – na niedzielę zapowiadają przyjazd ok 250-300, mam nadzieję, że duża część tej grupy stawi się na hali również podczas sobotniego półfinału. Jeśli Stal Mielec długo postawi się faworytom, hala może eksplodować z emocji! Mielczanie na boisku będą gryźć parkiet, a kibice zza bramek dadzą im energetycznego kopa.

    Na kogo warto zwrócić uwagę w tym meczu? Oto kilka nazwisk, które mogą odegrać kluczową rolę:

    • Paweł Podsiadło (Handball Stal Mielec) – 39-letni rozgrywający, najbardziej doświadczony zawodnik Stali. Ma za sobą występy w Kielcach i Zagłębiu Lubin, a nawet mistrzostwo Polski sprzed lat. Jego potężny rzut z drugiej linii i boiskowe obycie będą bezcenne dla underdoga. Jeśli „Podsiadło” odpali swoje „armatnie” rzuty, może choć trochę postraszyć kielecką defensywę.
    • Jędrzej Królikowski (Handball Stal Mielec) – bramkarz mielczan o świetnych warunkach fizycznych (ponad 2 metry wzrostu). Stanie przed życiowym wyzwaniem, mając przeciw sobie strzelców światowej klasy. Jeśli zaliczy kilka spektakularnych interwencji na początku, może zbudować pewność siebie swoją i całej drużyny.
    • Michał Olejniczak (Industria Kielce) – obecnie najlepszy polski środkowy rozgrywający. Michał ma zaledwie 23 lata, a już prowadzi grę jednej z najlepszych drużyn w Europie. Cechuje go wysoka dynamika w ataku oraz bardzo mocna gra w obronie na „dwójce”. W turnieju Final Four będzie miał coś do udowodnienia – to dla niego idealna okazja, by pokazać, że nie tylko Alex Dujszebajew potrafi rządzić na środku rozegrania. Jeśli Kielce mają wygrać Puchar Polski, Michał musi zagrać swoje najlepsze zawody.
    • Arkadiusz Moryto (Industria Kielce) – maszyna do zdobywania bramek i błyskawica na skrzydle. Dopiero wrócił po kontuzji, nie wiemy ile czasu (i czy w ogóle) otrzyma na parkiecie. Jednak liczę, że Arek jest gotowy do gry na 100% i pokaże wszystkie swoje atuty.

    Czy Stal Mielec jest w stanie dokonać niemożliwego? Serce kibica chciałoby sensacji, ale rozum podpowiada, że różnica klas jest zbyt duża i Kielce mają zbyt wiele atutów. Niemniej jednak, dopóki piłka w grze… 😉 Pierwsze minuty pokażą, czy faworyt szybko „odjedzie” z wynikiem, czy też ambitni mielczanie utrzymają kontakt. Jedno jest pewne – Stal już wygrała, meldując się na takim etapie rozgrywek. Teraz może grać na luzie i cieszyć się chwilą, a to czasem bywa najgroźniejsza broń przeciw potentatom.

    Półfinał 2: Azoty Puławy vs ORLEN Wisła Płock (sobota, 18:00)

    Drugi półfinał również ma wyraźnego faworyta, ale historia tych rozgrywek zna przypadki, gdy faworyci gubili się pod presją. Orlen Wisła Płock, aktualny obrońca tytułu, zmierzy się z ekipą Azotów Puławy, która w tym sezonie ligowym nie zachwycała. Puławianie zakończyli rundę zasadniczą Superligi dopiero na 11. miejscu, co jest sporym rozczarowaniem​. Klub boryka się z problemami finansowymi, o czym głośno było jesienią​, odeszło kilku ważnych zawodników, a skład odmłodzono. Zmiana trenera także nie pozostała bez wpływu – legendarny skrzydłowy Patryk Kuchczyński przejął stery drużyny w trudnym momencie. Przez pewien czas Azoty notowały serię porażek, krążyło widmo wypadnięcia poza play-off, ale pod koniec sezonu zespół złapał drugi oddech. Udało się wygrać kilka meczów i choć do czołowej ósemki ostatecznie zabrakło, w Puławach nie było nerwowych ruchów – postawiono na spokojną pracę u podstaw. Forma Azotów delikatnie zwyżkuje, a puchar to dla nich osobna historia – tu zaczynają z czystą kartą. Pamiętajmy, że Puławy znają smak finału – w 2018 roku grali w finale Pucharu Polski (przegrali wtedy z drużyną z Kielc)​.

    Pod względem kadrowym Azoty nie imponują tak jak w poprzednich latach, gdy biły się co roku o ligowe podium. Odeszli doświadczeni gracze, a ciężar zdobywania bramek spoczywa głównie na barkach młodszych zawodników i wychowanków klubu. Na pierwszy plan wysuwa się Piotr Jarosiewicz – skrzydłowy, który wyrósł na prawdziwego lidera drużyny. Ten 26-letni reprezentant Polski gra sezon życia, bywa że sam rzuca po 8-10 bramek w meczu. Swoimi szybkimi wejściami z kontry i efektownymi bramkami potrafi porwać publikę. Co ciekawe, mówi się nieoficjalnie, że Jarosiewicz od przyszłego sezonu wzmocni… Industrię Kielce. Jeśli to prawda, to Piotrek na pewno zechce pięknie pożegnać się z Puławami – a czy może być lepsze pożegnanie niż poprowadzenie Azotów do finału? Oprócz niego w ofensywie warto zwrócić uwagę na rozgrywającego Łukasza Gogolę oraz gruzińskiego bramkarza Zurabiego Tsintsadze, który już nieraz pokazywał, że jak ma swój dzień to w bramce potrafi działać cuda. Jeśli Tsintsadze zaliczy „dzień konia”, a reszta zespołu zagra na 110% swoich możliwości, Puławy mogą w sobotę napsuć krwi faworytom.

    No właśnie, faworyci – tutaj są nimi oczywiście Nafciarze z Płocka. ORLEN Wisła Płock to aktualny mistrz Polski i hegemon ostatnich sezonów w krajowym pucharze. Płocczanie triumfowali w Pucharze Polski trzy razy z rzędu: 2022, 2023 i 2024​. W tym sezonie także celują w obronę trofeum – chcą kontynuować serię zwycięstw i nie oddać Pucharu Polski w obce ręce. Ich forma sportowa jest stabilna; w lidze pewnie wygrali większość spotkań (przegrali tylko w Kielcach po niezwykle emocjonującym meczu). Cieniem na świetny początek roku rzuciła się zeszłotygodniowa porażka w fazie TOP12 LM z HBC Nantes, jednak nie można zapominać, że​ w tym roku Wisła ma na koncie zwycięstwa z PSG, Füchse Berlin czy Dynamo Bukareszt. Kibice w Płocku ostrzą sobie zęby na kolejną konfrontację z Kielcami w finale, ale najpierw trzeba pokonać zespół z Puław – a takie mecze też potrafią być zdradliwe. Sytuacja kadrowa Wisły wygląda nieco lepiej niż jesienią, bo do zdrowia wróciło kilku szczypiornistów. Przez sporą część sezonu Nafciarze musieli sobie radzić bez swojego kapitana Michała Daszka, który w październiku doznał poważnej kontuzji barku w meczu Ligi Mistrzów. Na szczęście kapitan Nafciarzy jest już gotowy do gry i będzie do dyspozycji trenera Sabate. Środek rozegrania nakręcać powinien filigranowy Słoweniec Miha Zarabec, którego sprowadzono przed sezonem z THW Kiel specjalnie na takie mecze. No ale właśnie – czy będzie zdolny do gry? W obu meczach z Nantes Zarabec był wśród zwodników rezerwowych, jednak na parkiecie się nie pojawił. Jego nieobecność na pewno byłaby sporym osłabieniem Wisły. Na rozegraniu szaleje węgierski duet Zoltán SzitaGergo Fazekas. Na skrzydle niezniszczalny Przemysław Krajewski będący jednocześnie jednym z najlepszych obrońców nie tylko w Wiśle ale całej lidze. No i wreszcie bramkarze – tutaj Płock ma złoty tercet: doświadczony Mirko Alilović (były reprezentant Chorwacji, grał w finałach Ligi Mistrzów), młody geniusz bramki z Islandii Viktor Gísli Hallgrímsson, którego refleks i imponujący zasięg ramion już nieraz zatrzymywały renomowanych rywali oraz młody, niesamowicie utalentowany oraz bardzo jak na swoj wiek doświadczony – Marcel Jastrzębski. Jeśli któryś z nich „zamuruje” bramkę, Azoty mogą długo szukać sposobu na gole.

    Wydaje się, że ORLEN Wisła Płock ma wszystkie argumenty po swojej stronie – doświadczenie, umiejętności, szeroki skład i zwyżkę formy na wiosnę. Jednak puchary rządzą się własnymi prawami. Puławy, choć kadrowo słabsze, wyjdą na parkiet z maksymalną determinacją. Presja ciąży właściwie tylko na Nafciarzach; jeśli coś by szło nie tak, mogą pojawić się nerwy. Kluczem dla Wisły będzie szybko narzucić swoje tempo i styl gry, zdobyć kilka bramek przewagi i kontrolować wynik. Z kolei Azoty muszą utrzymać się w grze jak najdłużej – dla nich największym wyzwaniem będzie uzyskać wysoką skuteczność w ataku. Płocka obrona jest wizytówką drużyny Xaviego Sabate i znalezienie recepty na jej pokonanie wydaje się największym wyzwaniem przed drużyną Azotów.

    Na trybunach również nie powinno być nudno. Z Płocka do Kalisza na niedzielę zapowiadany jest przyjazd 700 kibiców Nafciarzy – a spora część z nich obecna będzie podczas obu dni turnieju finałowego. Kibice z Puław też potrafią dopingować z pasją, choć zapewne będzie ich mniej. Co ciekawe, fani Wisły i Azotów żyją w dość przyjaznych relacjach. Możemy więc spodziewać się sportowej, rodzinnej atmosfery.

    Zawodnicy, na których warto zwrócić uwagę w 2. półfinale:

    • Piotr Jarosiewicz (Azoty Puławy) – kolejny sezon udowadnia, że jest graczem gotowym na wielkie wyzwania. Szybki jak błyskawica na kontrze, a w ataku pozycyjnym bardzo skuteczny. Jeśli Puławy mają powalczyć z Wisłą, Jarosiewicz musi mieć swój dzień – bez jego bramek ani rusz. Warto dodać, że Piotr to wychowanek puławskiego klubu, który od 2017 roku wiernie reprezentuje Azoty. Ten turniej to dla niego idealne miejsce, by jeszcze raz pokazać się szerszej publiczności przed możliwym transferem do Industrii Kielce.
    • Miha Zarabec (ORLEN Wisła Płock) – środkowy rozgrywający Wisły, silnik napędowy ataku Nafciarzy. Niziutki Słoweniec charakteryzuje się niesamowitą dynamiką, przeglądem pola i skutecznym rzutem bieżnym. Błyskawicznie uruchamia skrzydła i kołowych podaniami w tempo, a gdy obrona się zagapi, sam wejdzie jak nóż w masło i zdobędzie bramkę. Zarabec ma olbrzymie doświadczenie z Bundesligi i Ligi Mistrzów – takie mecze jak ten to dla niego chleb powszedni. Jeśli tylko Miha złapie swój rytm – puławian czeka ciężka przeprawa, bo będzie rozmontowywał ich obronę raz po raz swoimi genialnymi asystami.
    • Przemysław Krajewski (ORLEN Wisła Płock) – na koniec nazwisko, którego nie sposób pominąć. „Krajek” to legenda polskiej ligi, wielokrotny medalista i mistrz kraju, a także ulubieniec kibiców. Choć lata lecą (38 lat na karku), Krajewski wciąż imponuje formą fizyczną i wolą walki. W Wiśle Płock pełni rolę grającego weterana i lidera szatni – młodsi koledzy mogą brać z niego przykład profesjonalizmu. Na boisku da z siebie wszystko w obronie, a w ataku potrafi świetnie wykończyć akcję z lewego (i prawego ;) ) skrzydła czy karnego. Dla Puław to postać doskonale znana – zanim trafił do Płocka, właśnie w Azotach święcił swoje pierwsze duże sukcesy.

    W tej parze Wisła Płock jest na musiku – wszystko poza awansem będzie dla nich porażką. Azoty Puławy z kolei mogą zagrać na pełnym luzie, bo już sam awans do Final Four jest dla nich małym sukcesem po trudnym sezonie. Czy Wisła udźwignie rolę faworyta? Czy zobaczymy odrodzenie Azotów właśnie teraz? Ja spodziewam się, że początek meczu może być wyrównany – puławianie rzucą na stół wszystkie siły, by zaskoczyć czempiona. Jeśli jednak Wisła zagra swoje, odjedzie z wynikiem przed przerwą i kontrolować będzie mecz do końca. Płoccy kibice na pewno zapewnią swoim ulubieńcom głośny doping – ich sektor w Kalisz Arenie będzie niebiesko-biały i rozśpiewany. Puławianie też nie pozostaną cicho – mogą liczyć na wsparcie także neutralnej publiczności, jeśli tylko sprawią, że mecz będzie zacięty. Jedno jest pewne: emocji nie zabraknie, bo Puchar Polski nieraz udowodnił, że pisze niesamowite scenariusze.

    Finał – wielka niedziela w Kalisz Arenie

    Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z przewidywaniami, w niedzielnym finale (godz. 15:00) czeka nas kolejna „Święta Wojna”, czyli starcie Kielc i Płocka o trofeum. Taki scenariusz rozpala wyobraźnię każdego kibica piłki ręcznej w Polsce. Rywalizacja tych dwóch klubów to już legenda – mecze pełne dramaturgii, zwrotów akcji i niesamowitych zagrań. Kielce pałają żądzą rewanżu za ostatnie trzy finały Pucharu (wszystkie przegrane z Wisłą​, a Wisła chce pokazać, że detronizacja Kielc w lidze i pucharze to nie był przypadek, tylko nowy porządek. Taki finał byłby wisienką na torcie tego weekendu – poziom sportowy powinien sięgnąć kosmosu, a atmosfera? Już teraz mam ciarki na myśl o dopingujących na zmianę sektorach niebieskich i żółtych. Jako kibic z dłuuugim stażem wiem jedno: Płock vs Kielce w finale to gwarancja widowiska, o którym będzie się mówić latami.

    A co, jeśli los spłata figla i w finale zobaczymy kogoś z pary Puławy/Mielec? Cóż, dla neutralnych fanów to byłaby równie piękna historia! Azoty Puławy nigdy jeszcze Pucharu Polski nie zdobyły – ba, nigdy żadna drużyna spoza duetu Kielce-Płock nie sięgnęła po to trofeum od 1999 roku. Gdyby więc puławianom udało się dojść do finału i stanąć przed szansą przerwania tego duopolu, mielibyśmy wydarzenie na miarę epoki. A Stal Mielec w finale? To już w ogóle bajka – powtórka z 1971 roku, której chyba najstarsi górale by się nie spodziewali. Finał z udziałem takiego „Kopciuszka” rozgrzałby serca kibiców w całym kraju, a Mielec zapewne oszalałby z radości. Sport bywa nieprzewidywalny i za to go kochamy.

    Podsumowując: czeka nas weekend pełen pasji, walki i szczypiorniaka na najwyższym poziomie. Kalisz Arena stanie się areną heroicznych zmagań – od pierwszego gwizdka półfinałów w sobotę, aż po dekorację zwycięzców w niedzielę. Czy Nafciarze z Płocka obronią tytuł, czy może kielecka machina odzyska prymat? A może do gry wejdą czarne konie z Puław lub Mielca i napiszą własną historię? Jedno jest pewne – emocje są gwarantowane​, a my, kibice, zaciskamy kciuki i szykujemy gardła. Ja już nie mogę się doczekać pierwszych rzutów i parad bramkarzy. Niech wygra najlepszy! Do zobaczenia w Kaliszu!

  • Ręczna to nie tylko sport – to styl życia

    Piłka ręczna towarzyszy mi od 12. roku życia. Zacząłem grać w 2000 roku – i od tamtej pory wszystko w moim życiu kręci się wokół niej: boisko, szatnia, autokar, hala, emocje na trybunach i ten moment tuż przed końcową syreną, gdy wszystko może się jeszcze wydarzyć.

    Przez 22 lata byłem zawodnikiem – przeszedłem wszystkie kategorie juniorskie i młodzieżowe, a później grałem na poziomie I, II i III ligi. Moja pozycja to skrzydło – szybkie decyzje, kontra, czujność przy linii i walka o każdy centymetr. Dziś już nie wybiegam na parkiet, ale ręczna wciąż we mnie żyje. Teraz swoją pasję przenoszę do sieci – na blog Na-kole.com.


    Skąd „Na-kole.com”?

    Bo choć sam grałem na skrzydle, to właśnie obrotowy zawsze robił na mnie największe wrażenie. To zawodnik, który wykonuje mnóstwo niewidocznej roboty. Walczy, blokuje, stawia zasłony, przyjmuje ciosy i tworzy przestrzeń dla innych. Nie zawsze błyszczy, ale często to on trzyma wszystko w ryzach.

    Jest w centrum wydarzeń, blisko walki, blisko przeciwnika, blisko bramki. I choć nie zawsze widać to w statystykach, to wie każdy, kto zna tę grę: szkielet zespołu to bramkarz – rozgrywający – obrotowy.

    Tak właśnie chcę działać z tym blogiem. Robić swoje w tle, ale z sercem. Pokazywać ręczną taką, jaka jest – dynamiczną, fizyczną, emocjonalną, czasem niedocenianą, ale zawsze autentyczną.


    Dlaczego piszę?

    Odpowiedź może być zaskakująca – bo to doradził mi terapeuta. Od prawie 20 lat choruję na depresję. Dopiero od kilku – próbuję z nią walczyć. Podczas terapii usłyszałem, że muszę znaleźć coś co przywróci mi sens, radość i będzie sprawiać autentyczną frajdę. Po długich namysłach, wielu podejściach postanowiłem przełamać jedną ze swoich barier i założyć ten blog. Czy ktokolwiek będzie to czytał? Mam nadzieję. Czy starczy mi sił na jego prowadzenie? Nie wiem. Czy pomoże mi w walce o siebie? Bardzo chcę w to wierzyć.
    A dlaczego piłka ręczna? Bo ręczna to więcej niż sport. To styl życia.
    To gra, która uczy walki, pokory, współpracy, lojalności i odwagi. To świat ludzi z charakterem – zarówno na boisku, jak i na trybunach.

    Chcę tworzyć miejsce, w którym będzie można o tym czytać i rozmawiać.
    Z perspektywy zawodnika, kibica, pasjonata. Postaram się nie zawieźć!


    Co znajdziesz na Na-kole.com?

    ➡️ Analizy i komentarze po meczach
    ➡️ Ciekawostki, historie, sylwetki zawodników
    ➡️ Spojrzenie z boiska i z trybun
    ➡️ A czasem po prostu myśli o tym, dlaczego ta gra tak mocno siedzi w głowie i w sercu


    Prywatnie kibicuję Wiśle Płock, ale ten blog ma ogólnopolski charakter. Piszę szczerze, subiektywnie i przede wszystkim – z miłości do gry.

    Jeśli ręczna to dla Ciebie coś więcej niż wynik – to jesteś we właściwym miejscu.
    Dzięki, że tu jesteś – i do zobaczenia w kolejnych tekstach!